Podróże otwierają oczy na piękno – niebo nad Pico del Teide – Teneryfa

Uwielbiam czytać relacje z podróży, dlatego dziś sama chcę
podzielić się wspomnieniem niezwykłego wydarzenia, które bez wątpienia
zachowam na zawsze w pamięci. Celem wyprawy był wulkan Teide – najwyższy szczyt
Wysp Kanaryjskich, a zarazem Hiszpanii. Teide to sztandarowy punkt programu wszystkich
wycieczek na Teneryfę, ale żeby go zdobyć trzeba się zawczasu odpowiednio
przygotować – m.in. zabrać wygodne buty, kurtkę, nakrycie głowy oraz z
odpowiednim wyprzedzeniem uzyskać pozwolenie na wejście na
szlak, który prowadzi na sam szczyt wulkanu. 
Zaczęło się tak… 
Wstaliśmy bardzo
wcześnie i udaliśmy się w drogę. Jadąc samochodem, najpierw podziwialiśmy typową
dla Teneryfy roślinność, tzn. wesoło szumiące palmy, zachwycające swą świeżością
aloesy, kolorowe kaktusy i olbrzymie plantacje bananowców. Wraz ze wzrostem
wysokości, pojawiało się coraz więcej iglaków, dobrze znanych z naszych polskich
lasów. Gdyby nie ocean na horyzoncie, można by pomyśleć, że znajdujemy na jednym
z beskidzkich czy tatrzańskich szlaków. Po przebyciu kolejnego odcinka drogi,
iglaki nagle zniknęły, a wulkaniczny krajobraz, który roztaczał się dookoła, intrygował
i zachęcał do podążania coraz dalej, w głąb Parku Narodowego. 

Gdy w oddali wyłonił się szczyt, nie było wątpliwości, że to
właśnie on – osławiony Pico del Teide. Wznosi się na 3.718m n.p.m.

Udaliśmy się do stacji kolejki linowej (Teleferico del Teide),
która zawiozła nas na wysokość 3.555 m. Stąd roztaczał się niezwykły, księżycowy
krajobraz, zobaczcie sami…

Chociaż jesteśmy już pełni zachwytu nad pięknem stworzenia,
to nie koniec naszej wyprawy. Teraz czeka nas piesza wędrówka na szczyt
wulkanu. Wydawać by się mogło, że to ostatnia prosta. Wędrówka zaskakuje, bo
wraz ze wzrostem wysokości, coraz trudniej złapać oddech, a serce bije szybciej
i mocniej, nie tylko z uwagi na zjawiskowe widoki, ale również na powietrze,
które na tej wysokości jest  rzadsze.
Słońce praży jak szalone, momentami wieje zimny wiatr, a tuż przed metą spod
stóp wydobywa się piekielnie gorąca siarka o przerażającym, nie do zniesienia
zapachu.
Nagle zorientowaliśmy się, że droga się skończyła. Ponad
nami nie ma już nic, a właściwie jest tylko i wyłącznie niebo. Jesteśmy na
szczycie. Gdy spoglądam w dół widzę niekończącą się przestrzeń puszystych,
białych chmur. W chwili gdy niedowierzam temu co widzę, myślę, że to śnieg. Ale
nie, to naprawdę chmury. Jestem ponad chmurami – nie potrafię ubrać w słowa
zachwytu, jakiego doświadczyłam na szczycie Teide. Mam wrażenie, że stąd do
nieba już tylko jeden krok.

Nie mogę pominąć niezwykłych roślin – tajinaste, które
dodają blasku całej wyprawie. Niezwykłe!
Podróże otwierają oczy na piękno, które jest wokół nas. Ale myślę, że warto poszukiwać go także w miejscach, w których przebywamy na co dzień.  Bo czy zachodzące słońce, letni
rzęsisty deszcz czy lśniąca kolorami tęcza, nie są powodem do zachwytu?

1 komentarz dotyczący “Podróże otwierają oczy na piękno – niebo nad Pico del Teide – Teneryfa”

Zostaw komentarz

Dodając komentarz, wyrażasz zgodę na to, że będę przetwarzać Twoje dane zgodnie z Polityką Prywatności. Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry